Menu

Czerwona Ziemia

This is a good game, it's called 'The Truth'.

Ich oczy nie potrafią kłamać

mu.zungu

Wchodzimy w Nkuringo. Po długim i męczącym górskim treku, wreszcie dżungla. Powietrze się zmienia. Nagle robi się gęsto, ciasno, chłodno i ciemno. Mrocznie i niebezpiecznie. Skrajnie nieprzyjazne człowiekowi środowisko.

Wszelkiej maści trenerzy survivalu zgodnie twierdzą, że w dżungli należy mieć oczy dookoła głowy i jeszcze do tego w tyłku. Musisz jednocześnie patrzeć pod nogi i lustrować gałęzie wiszące na wysokości twoich oczu. Do tego jest mokro i ślisko. Jeden nieuważny ruch i leżysz w błocie. Lub zjeżdżasz z błotnej skarpy. Gałąź, której akurat chcesz się chwycić, okazuje się być jadowitym wężem. I już cię nie ma. Tak po prostu.

*

Bwindi jest zawsze spowite gęstą mgłą. Kto czytał/oglądał „Goryle we mgle” powinien być świadom, że ten tytuł nie jest żadną nadmiernie wydumaną, poetycką metaforą. Specyfika miejsca, a mianowicie wysokie partie gór, porośnięte lasem deszczowym sprawiają, że Bwindi produkuje mgłę. Pojawia się ona nagle i w ciągu pięciu minut nie widać końca własnej, wyciągniętej do przodu ręki. I równie nagle znika.

*

Kiedy docieramy do rodziny, odczuwalne są już pierwsze objawy zmęczenia. Nagle stop. Przewodnik każe się zatrzymać i zrzucić pod drzewo wszystkie graty. Dalej można tylko z aparatem. Idziemy więc, bez kijów i plecaków, uzbrojeni w zdobycze nowoczesnej, japońskiej, outsourcowanej do Chin technologii. Flesze wyłączone, żeby nie przestraszyć zwierząt. Ostatnie instrukcje. Regulaminowa odległość, to siedem – osiem metrów. Zwierzęta decydują, czy podejdą bliżej. Samemu nie wolno. Żadnej nadmiernej aktywności. I wtedy, w ugniecionym wśród zarośli legowisku, pojawia się On.

*

Siedzi wyprostowany i uważnie obserwuje zbliżających się ludzi. Wielki, dochodzący do 200kg Silverback, Goryl Srebrzystogrzbietowy.

Jest tak potężny, że nagle każdy chojrak cichnie i traci pewność siebie. W pierwszym zetknięciu, człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, jak mały i nic nie znaczący jest jego epizod w historii świata.

Silverback jest przywódcą. Głową klanu. Nie ma jednak w sobie nic z typowego samca alfa. Bardziej przypomina zatroskanego mędrca, patriarchę rodu.

Najdziwniejsze są oczy. Ciemne, pełne głębi, ludzkie oczy. Łagodne i mądre. Całkowicie pozbawione agresji.

Obok pojawia się nagle samica z niemowlęciem. Dziecko uczepione jest pleców matki, która delikatnie przenosi je na swój brzuch i sama kładzie się obok samca. Niemowlę bawi się turlając na jej brzuchu.

*

Cisza. Goryle są cichymi zwierzętami. Nie wrzeszczą jak szympansy. Są powolne i spokojne. Żyją w rodzinach składających się z około dziesięciu osobników. Ta cisza udziela się wszystkim. Nawet przewodnicy, którzy tropią Goryle na co dzień, zamarli. Nikt się nie odzywa. Nie wypada.

*

Z krzaków wychodzi kolejny członek rodziny. Młody samiec. Nazywam go Myślicielem. Siada na ziemi, na wprost mnie. Niecałe pół metra. Składa swoje dłonie na kolanach i opiera na nich głowę. Zamyślony patrzy w przestrzeń gdzieś z mojej prawej strony.

Myśliciel nie zwraca uwagi na nikogo z obecnych. Zupełnie jakby był sam. Jakby kontemplował niedawne wydarzenia. Być może coś się właśnie zmieniło w jego życiu?

Pozostałe dzieci, w różnym wieku, buszują w okolicznych krzakach. Jedzą liście, łamią gałęzie i bawią się. W zupełnej ciszy. Słychać tylko odgłosy gałęzi pękających pod naporem silnych ramion.

Pojawia się jeszcze Obieżyświat. Jest rówieśnikiem Myśliciela, ma jednak zupełnie inny temperament. Wesołe oczy, które uważnie lustrują otoczenie. Obieżyświat podchodzi bliżej niż wszystkie do tej pory. Wyciąga dłoń i niemalże muska palcami nogawkę moich bojówek. Blizna na lewym policzku nadaje mu zawadiackiego, awanturniczego wyglądu.

*

Kiedy nadchodzi moment pożegnania, to właśnie Obieżyświat odprowadza nas aż do granic swojego domu. Dalej, za ścianą gęstych zarośli, leżą nasze plecaki. Kiedy do nich dotrzemy, on dalej będzie stał na granicy i obserwował jak zbieramy swoje rzeczy i ruszamy w kierunku skraju dżungli.

*

Droga ku Gorylom była radosna. Rozmowy, śmiechy, podekscytowanie. Powrót jest zupełnie inny. Idziemy w zupełnej ciszy. Kiedy w końcu udaje nam się wydostać na otwarty teren, przewodnik zarządza przerwę na lunch. Zaczynają się nieśmiałe rozmowy.

Kiedy grupa nurków wychodzi z wody, rozmawiają o swoich niedawnych przeżyciach. Nurkowanie z rekinami jest ekscytujące. Z delfinami jeszcze bardziej. Pełne entuzjazmu rozmowy trwają całymi godzinami. A teraz my, jemy prażone świerszcze i kanapki z niejadalnego afrykańsko-angielskiego chleba i milczymy. Kiedy ktoś się w końcu odezwie, to rozmowa szybko schodzi na tematy neutralne.

'A podobało się wśród małpek?' Zapyta później kolega z pracy. To nie tak.

Tych chwil nie można rozpatrywać w takich kategoriach. Goryl jest tak blisko spokrewniony z człowiekiem… A my, gdzieś tam w dżungli obcowaliśmy z leśnymi ludźmi. Nie z naczelnymi, nie z człekokształtnymi, ale z leśnymi ludźmi. Takimi samymi jak my.

W końcu, ich oczy nie potrafią kłamać.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Natalia] *.bb.dnainternet.fi

    Fajnie piszesz.

  • mu.zungu

    @Natalia: Dzięki. Jak widzisz dopiero tutaj zaczynam. Będzie tego więcej, ale wszystko w swoim czasie. Niestety moje główne zajęcie zarobkowe mocno odbiega od pisania.

  • Gość: [Marcin | Wojażer] *.adsl.inetia.pl

    Język niewątpliwie ciekawy! Czekam na więcej!

© Czerwona Ziemia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci